To już drugi - po znakomitym „Marry Me" (2007) - album amerykańskiej pieśniarki, występującej pod nieco mylącym pseudonimem St. Vincent, ale hojnie obdarzonej przez naturę pięknym głosem i kompozytorskim talentem.
Annie Clark, bo tak brzmi prawdziwe nazwisko St. Vincent, tłumaczy wybór swego pseudonimu w sposób prosty i rozbrajający. Jej zdaniem ktoś taki jak Annie Clark, to osoba, jaką raczej kojarzy się z kimś, kto codziennie zanosi brudną bieliznę do automatycznej pralni, a nie z działalnością sceniczną. I to o pewnych solennych ambicjach. Annie nie chce udawać prostej dziewuchy śpiewającej folk, ani też ukrywać swojego pochodzenia z klasy średniej. Specjalizuje się w piosence rzeczywiście sięgającej korzeniami amerykańskiej muzyki ludowej, ale też przywodzącej na myśl równie długą tradycję songów o zdecydowanie poetyckim, artystowskim rodowodzie. Jak bardzo jest ona ceniona w muzycznym świecie Ameryki Północnej świadczy fakt, że występowała jako support na trasie z Arcade Fire, a niebawem ma pojawić się w prestiżowym show Davida Lettermana. Droga do debiutu tej urodzonej w Oklahomie, a wychowanej na przedmieściach Dallas pieśniarki nie była być może długa, lecz obfitowała w znaczące momenty. Kiedy po ucieczce z nudnej suburbii w Teksasie do Nowego Jorku wróciła jak niepyszna i do cna spłukana do Dallas, związała się najpierw z chrześcijańsko-rockową grupą Polyphonic Spree, a potem występowała z zespołem akompaniującym Sufjanowi Stevensowi. Wtedy dostrzegł ją ktoś z Beggars Banquet, by z czasem przekazać ją pod opiekę siostrzanej firmie 4AD. Pierwszy album St. Vincent, „Marry Me" rzeczywiście - jak napisał to pewien recenzent - mógł przyprawić o rumieniec wstydu i paroksyzm zazdrości wiele renomowanych pieśniarek-autorek. „The Actor" - nic nie tracąc z arkadyjskiego piękna i literackiej przewrotności debiutu - to płyta, która zdumiewa (u bądź co bądź ledwie 26-letniej osoby) dojrzałą refleksją na temat lu....... więcej