opisy:
diapazon.pl:
'Experiment is future mainstream'- hasło promujące czeski festiwal muzyczny Stimul doskonale oddaje charakter twórczości Supersilent. Norweski skład dał się poznać na początku swojej działalności jako zespół poszukujący, eksplorujący obszary noisu, jazzu i elektroniki, zręcznie łącząc gatunki w zaskakująco świeżą całość. Bezkompromisowa autorska wizja i charakterystyczne potężne brzmienie z czasem zaczęły ustępować lżejszym, bardziej uładzonym formom. Stare inspiracje zastąpiły nowe wpływy: muzyka ambient, space rock oraz fusion spod znaku Davisa.
Czy określanie "mainstream" wobec dokonań Supersilent nie jest zbyt wielkim nadużyciem? Gdy dziesięć lat temu debiutowali trzypłytowym albumem, który był wyzwaniem dla percepcji niejednego słuchacza, znajdowali się w całkiem innym miejscu niż teraz. Do czwartego albumu dominowało surowe brzmienie, masywna, "inwazyjna" elektronika połączona z transowym bębnieniem, przetwarzaną trąbką i syntezatorowymi lotami. Na kolejnych wydawnictwach zadziorne dźwięki nieco przybladły, nabrały bardziej pastelowych barw. Przejęcie przez ECM rodzimej wytwórni Supersilent - Rune Grammofon, mogło zostać odczytane jako zaprzedanie duszy komercyjnemu molochowi. Mimo zmiennych kolei losu, w muzyce Norwegów pozostaje to, co rozpoznawalne i najbardziej dla nich charakterystyczne: mroczny, chmurny nastrój, odsyłający do ponurych, futurystycznych wizji świata pogrążonego w cieniu.
Numer ósmy nie przynosi jednoznacznej odpowiedzi w jakim kierunku zmierza zespół. Jest to według mnie płyta dość nierówna, a w dodatku momentami niebezpiecznie ocierająca się o kicz. Wydaje mi się, że niektóre kompozycje z "8" mogłyby z powodzeniem zilustrować którąś część filmowego "Batmana", albo "Łowcy androidów", lub nawet, o zgrozo, grę komputerową! Najbardziej ryzykownym momentem na płycie jest utwór "8.6", w którym po 2/3 trwania walki między syntetycznymi, połamanymi rytmami a "żywą" perkusją rozlega....... więcej