Trzeci po Youssou N'Dourze i Baaba Maalu słynny songwriter z Senegalu. Niezwykłej urody piosenki, których jakość tkwi też w drobnych smaczkach aranżacyjnych
Unikalność i odmienność muzyczna od tradycji kraju jego pochodzenia jest rezultatem jego życia - podróży i doświadczeń. Urodził się w Kolda, w prowincji Fouladou, w najbardziej na południe wysuniętym regionie Senegalu � Cassamance. Odległość od stolicy kraju Dakaru (1000 km) oraz bliskość Gambii i Gwinei oraz blisko 6 lat życia, jakie spędził on w tych właśnie krajach sprawiły, że muzyka Daby'ego Balde bliższa jest tradycji Gwinei niż rytmom z Dakaru. Dźwięki skrzypiec, akordeonu i fletów wzbogacają tradycyjne dla Afryki Zachodniej partie kory i akustycznej gitary.
Jego najnowsza płyta tak jak debiutancka z roku 2005 jest trochę monotonna, w pewnym sensie taka monotonia to jednak znak rozpoznawczy Daby'ego Balde, ale jeśli spojrzeć na każdy utwór z osobna, zobaczymy całość niezwykle złożoną, pełną szczegółów, choć uszytą z brzmień w większości akustycznych.
Daby Balde hipnotyzuje swym delikatnym, ale i męskim głosem i to właśnie jego brzmienie od pierwszej chwili najbardziej przykuwa uwagę słuchaczy. Choć puls płyty nie jest szybki i mocno zróżnicowany, nie można się od niej oderwać � jest opowieścią, która wciąga od pierwszych dźwięków, i chcemy tylko z nią obcować, tylko jej słuchać, tylko w niej pozostać.
autor: Piotr Szukała