Zespół na każdej kolejnej płycie zaliczał stylistyczne zwroty, nie mogło być inaczej i tym razem. Po rockowym Part-Primitiv przynoszą nam nową płytę pełną archaicznie brzmiącej elektroniki. Po tragicznej śmierci Jenny Cassidy miejsce wokalistki zajęła Bethany - jej córka, jest szansa, że zgodnie z marzeniami jej wujka - Vina (więcej w wywiadzie zamieszczonym w tym numerze) młodzi przejmą po starych rodzinny zespół. W końcu Bethany to kolejna, straciłem rachubę która, osoba z rodu próbująca sił w zespole. Wspominam o tym bo mam wrażenie, że ma to istotny wpływ na brzmienie. Nieco mniejszy wpływ ma nowy gitarzysta. Przyznam bez bicia tu jestem nieco zawiedziony, trochę za dużo solowych popisów jak na zespół bądź co bądź post-punkowy. Gdyby to była grupa młodzików pewnie nie byłbym zachwycony tą płytą, ale od gości z takim stażem, z bagażem doświadczeń i po latach zawirowań którzy nie napinając się robią po prostu to, co sprawia im przyjemność, trudno wymagać tego samego. Momentami zdaje mi się, że trochę to trąci jakimś zelektronizowanym Placebo, innym razem zastanawiam się czy barwy nie mogły by być bardziej świeże albo bardziej retro jeśli całość ma iść w tę stronę, ale wiem że nie o to chodzi. Raczej o jakąś energię i samą radość grania, a tego Section 25 nie można odmówić.
Mirt