Drugi album grupy z Austin (Teksas), która za punkt honoru postawiła sobie wprowadzenie amerykańskiej muzyki garażowej z połowy lat 60. – inspirowanej Kinksami, Stonesami, Dylanem – w XXI wiek.
Jak słusznie zauważył recenzent serwisu All Music Guide, większość dzisiejszych wyznawców tzw. retro-rocka zdaje się czerpać z muzyki powstałej po 1977 roku. The Strange Boys – powołani do życia w 2004 r. przez braci Ryana i Philipa Sambolów z Dallas – cofnęli się dalej w czasie. Do krótkiej, ale ważnej epoki przedpsychodelicznego, inspirowanego dokonaniami Brytyjczyków punk rocka, kiedy to grupy jak The Seeds, The Electric Prunes czy 13th Floor Elevators kładły podwaliny pod błyskotliwą ewolucję amerykańskiego rocka pod koniec dekady lat 60. Trzydzieści lat temu podobnego zabiegu restauracji muzyki lat 60. podjęły się nowojorskie zespoły w rodzaju Patti Smith Group, Blondie, Television czy Richard Hell and the Void-Oids. Dwie dekady później do tej bodaj najważniejszej dekady w dziejach rocka cofnęli się The Strokes i odnieśli tak niebotyczny sukces, że do dziś nie potrafią się z niego otrząsnąć.
The Strange Boys obrali nieco inną niż The Strokes drogę. Postawili na wierną rekreację brzmienia z lat 60.: prostego, opartego na dźwiękach wydawanych przez elementarne zestawy perkusyjne i podłączone do muzealnych dziś wzmacniaczy Voxa czy Marshalla telecastery. Żywiołowość i wściekłą rock’n’rollową ekspresję uzyskiwało się wtedy właśnie takimi środkami. I takimi środkami – nieobcymi gwiazdom tamtej epoki, The Beatles, The Rolling Stones, The Who, The Kinks czy The Byrds i Bobowi Dylanowi z pamiętnego „zelektryfikowanego” występu na festiwalu Newport z towarzyszeniem The Paul Butterfield Blues Band - przygotowywany był grunt pod jedną z najważniejszych rewolucji we współczesnej kulturze i obyczajowości.
„Be Brave” – po debiutanckim i ciepło przyjętym debiucie „The Strange Boys And....... więcej