Bartek Chaciński (http://polifonia.blog.polityka.pl/)
"(...) Płyty słabiej jak na AT zrytmizowanej, bo – jak sam autor ocenia – „Jakie połamane rytmy? Hej, mamy rok 2011!”, skoncentrowanej na brzmieniach i nieistniejących, wirtualnych instrumentach, które Brazylijczyk tworzy na bazie sampli i obrabia z mozołem w domu. Z wokalami przetwarzanymi i transponowanymi do tego stopnia, żeby się wydawało, że śpiewają tu różne osoby – podczas gdy oryginalnie głos dawał tylko autor. Z pomysłami bardzo udziwnionymi, nawet jak na scenę elektroniczną, zahaczającymi o sonoryzm. Słowem: Amon Tobin jest ciągle w awangardzie, jeśli chodzi o inżynierię dźwiękową. Z etapu gramofonisty przeszedł płynnie na etap niezwykle sprawnej komputerowej obróbki dźwięku i przygotowywania nowych zestawów brzmień na bazie sampli. Wrażenie robią przede wszystkim sfingowane instrumenty smyczkowe – ani oryginał, ani syntetyk, do jakiego się przyzwyczailiśmy. Mam wrażenie, że to Amon Tobin, a nie Mark Fell (tu piję do wydanej właśnie płyty „Manitutshu”) powinien projektować barwy do nowych syntezatorów (...)"
What is “ISAM”? A transmission from a distant planet? A gateway into an alternate reality? A codename for a new psychotropic? A freshly discovered planet? A secret swinger’s network? A liberation theology? A soundtrack to the ultimate snuff movie? Nonsense? The only sense in town?
Re-drawing and blurring the lines between psychedelia and sci-fi, between art and entertainment, between sound design and melody, Amon Tobin has created the finest, most intense work of his very considerable career, an extension and refinement of everything he has achieved thus far, a crowning achievement in the process that he describes as “re-ordering the things around me.”