muzycy:
Lewis Jordan: alto saxophone, poetry
Istvan Grencso: tenor saxophone, bass clarinet, duduk
Hans Van Vliet: trombone, trumpet, rap
Robert Benko: double bass (left side)
Erno Hock: double bass, bass guitar (right side)
Szilveszter Miklos: drums
"Lewis Jordan to saksofonista nieznany. I nie dotyczy to tylko Polski czy Europy. A szkoda, bo o tym jak niezwykły i znakomity to muzyk świadczy dobitnie najnowsza jego nagranie, które właśnie ukazało się nakładem Budapest Music Center. Jordan to dzisiaj starszy już pan, po sześćdziesiątce. Urodził się w San Francisco, ale dorastał i kształcił się w Chicago, sercu jazzowej i bluesowej muzyki, gdzie wtedy rodziła się scena AACM-u. Wszystko to - zwłaszcza tradycja bluesowa - wywarło wielkie wpływ na jego muzykę i pobrzmiewa do tej pory w jego twórczości. Pierwsze muzyczne kroki na jazzowej scenie stawiał u boku Charlesa Tylera (niegdyś współpracownika Alberta Aylera), później koncertował i nagrywał z tuzami amerykańskiego frez jazzu: Anthonym Braxtonem, Lisie Ellisem, Sachiko Nakamurą, Jamesem Newtonem, Donaldem Robinsonem czy Cecilem Taylorem.
Istvan Grenco to jeden z najbardziej znanych i cenionych węgierskich saksofonistów, od lat stały współpracownik Gyorgy Szabadosa. Znajomość z Lewisem Jordanem zapoczątkowana została w 1993 roku, na Mediawave Festiwal. Od tamtej pory także datuje się ich współpraca, chociaż zarejestrowany w 2009 roku materiał jest ich pierwszym, oficjalnym nagraniem. Większość tu zawartych utworów to autorskie kompozycje muzyków septetu - do części z nich Lewis Jordan deklamuje (lub raczej skanduje) swoją poezję, mocno osadzoną w amerykańskiej, czarnej tradycji. W muzyce zespołu współgra wiele elementów - mocno słychać zwłaszcza bluesową tradycję, chociaż samą formuła grania prezentowana przez septet wywodzi się zdecydowanie z frez jazzowej tradycji. Pobrzmiewają tu dokonania Sun Ra Arkestry, ale także wczesnych big bandów. Niewiele za to jest w ich muzykowaniu tradycji europejskiej, chociaż czasami odnaleźć można odwołania do muzyki węgierskiej.
Podobnie jak na poprzednim albumie sięgają po standard - kompozycję jednego z jazzowym tytanów. Tam był to Ornette, tym razem jest to Rahsaan Rolad Kirk. I podobnie jak wtedy - efekt jest ....... więcej