Elektronika, jazz i avant-pop połaczone w mistrzowski sposób przez trio z Karlsruhe...
Komin Diabła, tak brzmi po polsku tytuł kolejnego albumu Kammerflimmer Kollektief. Jest to odwołanie do tworu geologicznego w Bretanii we Francji oraz do legendy, jakoby ów skalny twór był rzeczywistym kominkiem samego Diabła, który gotuje tak, że zamiast dymu tryska woda. Muzyka Kolektywu ma jednak w tym paradoksie dodać ciepła. Niczym w prostym wyobrażeniu kiedy stoisz w pustej, zimowej przestrzeni, a na horyzoncie majaczy samotna chata z dymem ulatującym ponad dachem. W środku zasiadasz przed... kominkiem, dostajesz ciepłą zupę, jesteś bezpieczny i otacza ciebie dźwięk.
Co upichcił przy swoim kominku Kammerflimmer Kolliektef? Jest spokojniej, delikatniej niż na poprzednim albumie "Wildling". Specyficzny nastrój zostaje ten sam, inaczej poprowadzone są instrumenty i wokal, który nie potrzebuje nawet słów. Ambientowa elektronika miesza się z free jazzem i piosenkowym avant-popem.
Kammerflimmer Kollektief jest doskonale znany polskim słuchaczom, zagrał u nas kilka tras koncertowych (ostatnia w kwietniu 2011).