Można było nie wierzyć tym, którzy już w 2003 roku przepowiadali wielkość grupie „British Sea Power” po ukazaniu się jej debiutanckiego albumu „The Decline Of British Sea Power”. Jednak drugi album nie pozostawia cienia wątpliwości: to jeden z najważniejszych wykonawców, jacy pojawili się na brytyjskiej scenie rockowej w pierwszej dekadzie XXI wieku. Jeśli nawet BSP szukają inspiracji mniej więcej na tym samym historycznym śmietniku lat 80., co zadziorna armia Franza Ferdinanda i skąpani w smutku i własnych łzach post-coldplayowcy, znajdują tam coś zupełnie innego: naturalną lekkość do pisania chwytliwych melodii, która zawsze była największą siłą brytyjskiego rocka, rzadki w dzisiejszych czasach optymizm i niezawoalowany, bezwstydny romantyzm. Jeśli chodzi o to ostatnie, wiele tłumaczy fakt, że większość członków zespołu – w chwili obecnej osiadłego w Brighton – pochodzi z północy Anglii, z krainy jezior, której dzika natura była natchnieniem dla wielkiego poety romantycznego, Williama Wordswortha. Pierwszy album BSP był inspirowany raczej smaganymi gwałtownymi jesiennymi wiatrami pustkowiami ich nowego miejsca zamieszkania, wybrzeża kanału La Manche, natomiast „Open Season” jest powrotem do domu w sezonie zimowym. Powrotem w pełni tego słowa znaczeniu, bo niemal cały repertuar na nową płytę powstał zimą 2004 r., w zaadaptowanej dla potrzeb muzyków stodole znajdującej się na odludziu w South Downs. To był niezwykły moment w karierze zespołu, który już zdążył zdobyć sobie wcale pokaźną armię fanów i której występy często kończą się chaosem i awanturami na widowni, a niezwykłość owego momentu polegała na tym, że nie tracąc nic ze swej pierwotnej, undergroundowej wiarygodności, BSP gładko przechodzi do rockowego mainstreamu, asymilując w swej muzyce skłonność do otwartych, szerokich brzmień (trochę kojarzących się z „wielką muzyką” The Waterboys), klimatyczności subtelnie odwołującej się do niektórych nagrań ....... więcej