Przyswojenie wiedzy o niezbywalnej popularności i potrzebie publikacji fonograficznych składanek przychodzi mi zawsze z podobnym trudem, jak trawienie ciężkich czerwonych mięs ze szczodrym dodatkiem cebuli, rozpustnie przysmażonej w głębokim tłuszczu. Łatwo więc wyobrazić sobie moją walkę z myślową niestrawnością i zgagą, podczas rozważania propozycji macierzystej wytwórni, by wtrącić swoje trzy grosze do czcigodnej skądinąd Złotej Kolekcji. Czytaj: płyta z piosenkami SDM w domu każdego Polaka! W końcu uległem – nie tyle pokusie dotarcia pod przysłowiowe strzechy, co możliwości indywidualnego decydowania o menu negocjowanego do bólu składaka.
Piosenki wybrałem i poukładałem zatem osobiście według przepisu opartego na zasadach artystycznej hierarchii wartości oraz chronologii tworzącej przejrzysty obraz zespołu i dokumentującej jego artystyczną ewolucję. Na przestrzeni bez mała trzydziestu lat. Z czystym sumieniem wdrożyłem uporządkowany materiał do przemysłowej obróbki, by nie bez wzruszenia czekać teraz na swój egzemplarz autorski.
Od zarania przykładam szczególną wagę do rzetelności opisów dołączonych do wszelkich publikacji mych utworów. Doglądam po gospodarsku całego cyklu produkcyjnego kolejnych wydawnictw, ze szczególnym uwzględnieniem pozycji: redakcja albumu. Podejmując się tym razem trudu sporządzenia notatki – owej instrukcji obsługi towaru, poczułem kompletną niemoc w formułowaniu zdań dotyczących historii Starego Dobrego Małżeństwa, funkcjonującego programowo z dala od medialnego zgiełku i szumu branżowego targowiska. Opisu faktów, dokonań, personalnych roszad… Skonstatowałem otóż przytomnie, że jesteśmy niezmiennie i nade wszystko dialektycznym Zespołem Drogi, zorientowanym heroicznie na bezpośredni kontakt z odbiorcą, podczas trudnych do policzenia koncertów. Najwspanialszych zaś nut i muzycznych fraz nie skosztuje się na tym, czy innym opublikowanym albumie. Te wybrzmiały bowiem ulotnie w miejscach, których – ....... więcej