Ireneusz Socha z noty do swojej płyty "Sztetlach":
Po pierwsze, odpowiada mi melodyczna i harmoniczna wrażliwość Szymona Laksa. Godne polecenia są jego dzieła kameralne, w tym szczególnie pieśni. Mój szacunek budzi jego kultura osobista i szerokie zainteresowania, w tym lingwistyczne. Mieszkający w kosmopolitycznym Paryżu i mówiący po francusku, niemiecku i angielsku Laks czuł się Europejczykiem, lecz naziści „przypomnieli” mu, kim był naprawdę. W Grach oświęcimskich Laks opisuje, jak „muzyka – ta najszczytniejsza ekspresja ducha ludzkiego – również została wplątana w piekielne przedsięwzięcie zagłady milionów ludzi i w tej zagładzie wzięła czynny udział”. Wagę oświęcimskich doświadczeń Laksa podkreśla również Pascal Quignard w tekście Nienawiść do muzyki, stawiając niepokojące kwestie estetyczne i etyczne oraz potwierdzając moje przemyślenia na temat „muzyki znaczącej” i odpowiedzialności twórcy za dzieło. W serii książek wydanych przez londyńską Oficynę Poetów i Malarzy ukazuje się jako człowiek o dobrym smaku, niezależny duchem i fascynujący intelektualnym polotem. Szczególnie rzadki typ w kręgach emigracyjnych. Był indywidualistą, nie pasował do żadnych układów i dlatego jest dziś znany jedynie nielicznym. To smutne, ale w Polsce obecnie nie korzysta się z bogactwa muzyki Szymona Laksa i nie czyta się jego obozowych refleksji zawartych w tomie „Gry oświęcimskie”. Zapomnieli o nim w Polsce i muzycy klasyczni, i badacze „epoki pieców krematoryjnych”. Laksową muzykę „przeoczyli” nawet organizatorzy ubiegłorocznego VII Festiwalu Muzycznego Polskiego Radia, zatytułowanego „Paryżanie”... W żadnym z programów zaprezentowanych w TVP z okazji obchodów 60. rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau nazwisko Laksa (szefa obozowej orkiestry) nie padło ani raz... A przecież jego życiorys – choć unikatowy – ma również wymiar symboliczny i może pomóc w zroz....... więcej