Nestor Kościański (Antena Krzyku 5/2000):
A Silver Mt. Zion to sideproject członków lokomotywy Constellation [Godspeed You Black Emperor!] i spokojnie pozycjom macierzystej grupy dorównuje. Mamy tu do czynienia z budzącymi niepokój smyczkami, z mocnymi partiami gitarowymi i solidnym waleniem w bębny. Wiem, że tak można pisać o muzyce kapel grających rocka symfonicznego, czy chociażby o ostatnich pomysłach Metalliki, ale naprawdę - w tym przypadku - nie o to chodzi. ASMZ starannie omijają czarne dziury, tak charakterystyczne dla symrocka, które przyjmują formę nadętego i żenującego patosu oraz zwykłej sztampy. Nie są też próbą sprzedania - po raz kolejny - odgrzanego kotleta mielonego (Metallica, brrr...). W ekipie z Montrealu mamy godnych kontynuatorów takiego podejścia do tworzenia muzyki, kojarzonego w większym lub mniejszym stopniu z ponoisową sceną, jakie zostało zapoczątkowane przez Rachel's i kapele z Kranky. A Silver Mt. Zion ewidentnie kroczą też drogą wytyczoną przez Godspeed You Black Emperor!, pokazując nam ciemniejsze strony naszej cywilizacji, korzystając przy tym z podobnych środków ekspresji. Udowadniają przy okazji, że można to zrobić subtelniej niż robią to długowłosi spece od doom/gotic/itp. metalu, czy też hordy hatecore'owców. Ważną cechą pozycji wydawanych przez Constellation jest ich nieprawdopodobnie wysoki poziom edytorski, co i w tym przypadku ma miejsce. Mając na uwadze rangę wydawnictw Constellation, które do tej pory słyszałem i wiedząc, że jest to wierzchołek góry lodowej, z niecierpliwością czekam na kolejne płyty.
'the world is sick; so kiss me quick!...' ".