Drugi album w dorobku King Tuff i zarazem debiut dla Sub Pop. ‘Was Dead’ pierwszy album z 2008 zdobył szeroki rozgłos w kręgach podziemnego rockowego undergroundu szybko przewyższając rangą limitowany charakter wydawnictwa (obecnie jeśli chcesz możesz go szukać na ebay’u za słone dolce). Najnowszy album jeszcze wyraźniej odkrywa talenty ‘pisarstwa’ pop-rock’n’rollowego drzemiącego w King Tuff. Perła za perłą!
"King Tuff na swoim drugim albumie udowodnili, że garage rock ma się całkiem dobrze. Album zatytułowany po prostu King Tuff to solidna dawka starego, surowego, gitarowego brzmienia zabarwionego surf- rockiem i psychodelią lat 60-tych. Nie znajdziemy tutaj zapadających w pamięć solówek czy skomplikowanych linii muzycznych. Zamiast tego otrzymujemy prostotę i przebojowość, jakby chociaż w singlowym, power-popowym „Thing”, która tylko chwilami ustępuje lżejszym brzmieniom, niekiedy zahaczające nawet o Boba Dylana („Just Break”). I kto wie, czy właśnie nostalgiczne ballady nie są najmocniejszym atutem tego albumu. „World”to klasyczna kompozycja lo-fi pozwalająca zatopić się w ciepłym głosie Kyle’a Thomasa, który niemal hipnotyzuje śpiewając „So I’m going deeper to the unusual world„. Z kolei „’s Wall”to rzecz, która przywołuje skojarzenia ze „My Thumb” Rolling Stones. Bez wątpienia highlightem jest rozpoczynająca się dźwiękami pianina, pełna zadumy ballada „of Love”, o którą nigdy nie podejrzewalibyśmy chłopaków. Bardzo dobrze wypada naładowane pozytywną energią, taneczne „On Movin’”.
King Tuff debiutując tą płytą w Sub Pop pokazali ogromny potencjał drzemiący w ich muzyce. Choć wybitna to ona nie jest, to całkiem skutecznie przenosi nas na czterdzieści minut w słoneczne wybrzeże Stanów Zjednoczonych i pozwala powspominać wakacyjne wojaże oraz wszystkie the bad things, zrobil....... więcej