"...Duet CocoRosie ujawnił najlepszy w tym roku album z balladami w tak modnej dziś konwencji americana. O ile jednak na bestsellerach Norah Jones americana jest wychuchana i przesłodzona w manierze hipermarketu, CocoRosie łączą korzenną nostalgię Billie Holiday i produkcyjne ekstrawagancje Bjork z czasów jej kooperacji z Matmos..."
www.clubber.pl; *****
'...Pewien znajomy stwierdził, iż ta muzyka brzmi, jakby panie podśpiewywały sobie przy zmywaniu, postukując przy okazji w kuchenne garnki. Jeśli dodać do tego tekst jednego z utworów - "jedyne czego pragnę w życiu, to być twą gospodynią domową" - nasuwa się dość osobliwa interpretacja. Jednak zarówno pod względem przekazu, jak i muzyki byłoby to uproszczenie. Cocorosie to dwie siostry nazwiskiem Casody. Wychowywały się oddzielnie, Sierra w Paryżu, Bianca w Nowym Yorku, obie intensywnie kształcąc się pod względem muzycznym. Efektem ponownego wspólnego zamieszkania była decyzja o zarejestrowaniu (ponoć w łazience na czterośladzie) piosenek, których miał nikt nigdy nie usłyszeć...Stało się inaczej i wypada się tylko cieszyć. Pierwsze zetknięcie z tymi dźwiękami powoduje specyficzne uczucia. Dziewczyny śpiewają i skrzeczą (głównie Bianca) trochę jak Billie Holiday. Przychodzi na myśl również nosowy głos Beth Gibbons, tyle że tutaj brzmi on nieco bardziej groteskowo i amatorsko. To również pierwsze wrażenie w kwestii muzyki. Niezobowiązujące brzdąkanie akustycznej gitary, kameralny fortepian, czasem jakby wygrzebany ze starych płyt klarnet lub harfa, do tego szczątkowy, suchy rytmiczny szkielet z beatboxu i mnóstwo zabłąkanych dźwięków, jakby resztek bitu, sampli, odgłosów niczym z kuźni lub zwierzęcej farmy. Troche tu bluesa, gospel, klimatów wspomnianych wokalistek, dalekich reminescencji nowego folku a la The Books. I proste, choć niebanalne i cz....... więcej