Proto-rock, surf-punk, trochę tex-mex, brudni jak The Cramps, uparci i niedbali jak Go To Bazes. Czwórka Norwegów buduje za pomocą dwóch gitar, basu, perkusji i głosu pustyny krajobraz jako scenę dla ich pierwsze albumu.
"Director's Cut" dotrzymuje wszystkich obietnic, jakie Helldorado dali w 2002 roku mini-albumem "Lost Highway".
To zespół, który nie boi sie dramatycznośći, ale ubiera ją w melodie w gorączce. Wszystko brzmi jakby byli w pościgu, upale i niebezpieczeństwie. Historia w stylu starych westernów: ktoś znajduje się poza prawem, ale cała reszta pozostaje niedopowiedziana, niejednoznaczna, tylko whisky w kieszeni - tak brzmi ta płyta. Przypomina nieco pełne mroku dokonania 16 Horsepower i Woven Hand, oraz tajemnicze, bluesowe brzmienia Gun Club czy Gallon Drunk.
Norweska prasa prześciga się w pisaniu entuzjastycznych recenzji nie tylko tej płyty ale także dynamicznych koncertów Helldorado.
Europejska wersja płyty, wydana przez Glitterhouse, zawiera utwór dodatkowy.