Jeśli ktoś szuka czegoś rzeczywiście niezwykłego, autentycznego i niepowtarzalnego – totalnie "outsiderskiego", by tak to określić – powinien bezzwłocznie sięgnąć po nowy album Devendry Banharta. Banhart to wielkie odkrycie Michaela Giry, niegdyś lidera Swans, dziś szefa Angels Of Light., a to przecież nie byle jaka rekomendacja. Przed dwoma laty Gira w swej wytwórni Young God wydał płytę "Oh Me, Oh My" z "domowymi", nieretuszowanymi nagraniami Banharta. Teraz wystąpił w roli właściwego producenta albumu "Rejoicing In The Hands", do nagrania którego zaciągnął swego podopiecznego do studia Lynna Bridgesa na pograniczu Georgii i Alabamy, po czym obaj wspólnie, już w Nowym Jorku, do zarejestrowanych piosenek na głos i gitarę dorzucili tu i ówdzie skrzypce, wiolonczelę, fortepian, trąbkę, wibrafon czy perkusję. Aby dać pojęcie kim jest Banhart, trzeba sobie wyobrazić kogoś, kto w jednej osobie łączy barda starej daty w rodzaju Tima Buckleya, Tiny’ego Tima i Nicka Drake’a, barda współczesnego w typie Billa Callahana (Smog), Bonnie "Prince’a" Billy’ego, Matta Elliotta czy Laury Veirs, "cygana" z klubów Greenwich Village, artystę ludowego biegłego w folku, folk-bluesie i country, śpiewaka z jazzbandu epoki ragtime’u, androginicznego, kabaretowego pieśniarza z czasów republiki weimarskiej i dandysa z wodewilu. W przypadku Banharta te liczne tożsamości nie tylko się nie wykluczają, ale – co wydaje się niewiarygodne – harmonijnie współżyją ze sobą i znakomicie się uzupełniają. Zgodnie współtworzą wyjątkowość swego właściciela jako chyba ostatniego wielkiego indywidualisty i ekscentryka amerykańskiej muzyki w czasach wszechpanującego megagwiazdorstwa i hiperkomercjalizacji. Ze wsparciem Giry Banhart nagrał album wielkiej urody – pełen naturalnej prostoty, a jednocześnie poetycko i muzycznie wyrafinowany – który może być smakowany w najwyższym skupieniu w domowym zaciszu, jak i słuchany dla zabicia czasu podczas ....... więcej
Z Banhartem jest taki sam problem jak z resztą wykonawców ze sceny freakfolkowej.Cena.Może odstraszać,zwłaszcza młodych,których zakupy płytowe ogranicza kieszonkowe.Płytę polecam każdemu miłośnikowi folkowych,prostych,akustycznych i niegłupich kompozycji.Można kupować bez wahania,to nie będą wyrzucone w błoto pieniądze.