Osiem pełnokrwistych kawałków, osiem utworów niosących ze sobą kwintesencję noise'u, wreszcie - osiem pozycji, które zdominowała - o dziwo! - perkusja. Tak prezentuje się All My Relations w wielkim, telegraficznym wręcz skrócie. Podsumowaniu, które można by ująć w formie migawki w Teleekspresie, bo jakkolwiek najnowsza płyta Chippendale'a jest dobra, tak jest to również wydawnictwo, które przelatuje w try miga. Ledwie włączy się "Marauder", a za chwilę leci "All Out of Sorts" i zanim się obejrzymy, to kończy się "A Better Man". Czy to zarzut? Nie, skądże. Piotr Strzemieczny, fuckyouhipsters.blogspot.com