Muzyka Firenze sięga korzeniami do lat osiemdziesiątych, ocierając się o nową falę. Nie jest niewolniczym powielaniem schematów. Jest próbą wyjścia, z ciasnych ram gatunku.
Korzenie muzyczne są na płycie wyraźne. Wszyscy graliśmy, głównie w kapelach punkowych. Wszyscy mieliśmy też przygody poboczne, od nowej fali, mrozów, ska, reggae, awangardy, elektroniki, do ciężkiego grania - to głównie bracia. Te wycieczki dodały smaczków, główna oś została punkowa. W tej stylistyce czujemy się najlepiej.
W tekstach skupiają się na jednostce, jej walce o tożsamość, rozterkach. Nie da się walczyć z systemem mając mętlik w głowie. Niemożliwe jest ortodoksyjne godzenie różnych światów, w których się jednocześnie funkcjonuje. Jednocześnie, kompromis nie może powodować porzucenia tych wartości, w które się wierzy. O tym właśnie śpiewamy. O tym, że hipokryzja, nawet najpiękniej podana, wyśpiewana, wyprodukowana, jest tylko zakłamaniem i udawaniem.
Siedemnaście kawałków umieszczonych na płycie, to utwory w średnich i szybkich tempach, od prostych kompozycji, do wielowarstwowych, ale bez przegadania. To są klasyczne piosenki, w których bardziej liczy się melodia niż rytm. Większość z nich można zanucić, ale też wykrzyczeć. Można je zagrać na jednej strunie. |