Muzyka jest jak rzeźba – mówi Clark. Jest jak próba uchwycenia pędu i zachowania go na zawsze.
To także idealny opis dźwięków, jakie wypełniły jego najnowszy album, zatytułowany po prostu Clark.
Na tej płycie brzmienie maszyn spotyka się z brzmieniem świata. Rzeźbiona przez Clarka wizja postrave'owego środowiska w kontekście techno, gdzie zimna technologia pomaga w produkcji surowych, fascynujących tekstur. Tekstur, które kładą podwaliny pod niezwykle kalejdoskopowe, wypełnione ciepłem doświadczenie. Zapadające w pamięć piosenki, melodyjne i subtelne, cechują nieprzewidywalne zmiany nastroju i idealne połączenia elektronicznych kompozycji, techno, ludzkiej natury i środowiska, w którym zostały stworzone.
Chciałem wpuścić na tę płytę pogodę – mówi Clark. Jest spojrzeniem z zewnątrz. Przesiąknięta dźwiękami zewnętrznego świata, dźwiękami wolnymi od ludzkiej ingerencji. Jak trzaski gałęzi na wietrze, odgłosy burzy, spokój zalegającego śniegu. A wszystko zostało połączone ze zgiełkiem przemysłowych maszyn.
Te elementy prawdziwego świata dają poczucie medytacji, dzięki której słuchacz zapomina o ludzkich pragnieniach. Zapis odgłosów butów stąpających po śniegu, przechodzi w echo fortepianu w Strength Through Fragility, w którym melancholia bezlitośnie pochłania melodię, stopniowo – wraz z rozwojem utworu – drażniąc słuchacza. Jednak maszyny zwracają się także przeciwko naturze. Banjo to grany tylko na trzech dźwiękach prosty, funkowy jam stworzony przy użyciu samplera MPC i syntezatora. Unfurla to hipnotyczne arpeggio podparte uderzeniem bębna basowego, zaś There’s A Distance In You przynosi prawdziwą rave'ową euforię. Klubowa petarda Grit In The Pearl, przefiltrowana przez obiektyw Clarka, nadaje nowy kontekst gwałtownym, rave'owym akordom.
Temat redukcji, struktury dźwięku ostatecznie jednak wygrywa. Everlane pełni rolę oczyszczającego podsumowan....... więcej