Rafał Księżyk (Antena Krzyku 2/2004):
Najbardziej popowa, ale też najbardziej udana, dojrzale okrzepła produkcja grupy. Zaczynali jako niemiecka odpowiedź na Isotope 217, potem wykrystalizowali własny styl. Bystro pojęli drzemiące w estetyce postrocka wątki muzyki cool i chicagowskie dziedzictwo skrzyżowali z jazzowymi tematami w klimacie wytwórni Blue Note z jej najlepszych lat – epoki cool jazzu lat 50. i 60. Zgrabne partie dęciaków wiją się na tle groovy elektroniki spreparowanej z czujnym, bujającym beatem, ale bez banału. Dźwiękowe konstrukcje Tied są wielowątkowe, lepione z elektroakustycznym zacięciem i podubową czujnością – są tu i beatowe pętle i elektroniczne świergoty, ale także etno bębenki i analogowe klawisze - wszystko w pulsujących wstęgach otwierających przestrzeń na powściągliwą, ale celną inwencję solistów. Brzmienie jest tak wyważone, iż można na nim zawiesić ucho bez ryzyka ześlizgnięcia się w pustkę, a równocześnie nie przeciąża ono lotnej konstrukcji całości. Chwilami przypomniało mi to o realizatorskich patentach duet Brown i Lew z ich niezapomnianych płyt dla Made To Measure. Udało się połączyć groove i intymność. Wraz z tym albumem Tied & Tickled Trio zatriumfowali nad konkurencją w rodzaju Jaga Jazzist czy Cinematic Orchestra. Szlachetny okaz nowopopowego jazzu.
Info dystrybutora:
Tied And Tickled Trio to kolejne objawienie ze sceny, której zawdzięczamy m.in. Notwist czy Lali Punę. W T&TT grają zresztą muzycy obu tych grup, co tłumaczy podobną otwartość na najróżniejsze inspiracje i popową wrażliwość. T&TT we wspomnianym gronie są jednak zespołem najgłębiej osadzonym w tradycji klimatycznego jazzu. Nikt tak jak oni nie potrafi połączyć nu-jazzowej aury, elektronicznych brzmień i niemal rockowej ekspresji. Na najnowszej płycie mieszanka ta brzmi szczególnie atrakcyjnie - momentami zespół zbliża się do surowości Tortoise, by chwilę potem zagrać dźwięki bujające i cudownie nastrojowe. Niezwykle stylowe.