Rafał Księżyk (Antena Krzyku 2/2003):
Japoński artysta dźwięku prezentuje swój drugi album jako dzieło oparte na jego dźwiękowym dzienniku prowadzonym od 1990 roku (i zajmującego 140 taśm). Dźwiękowe ziarna jego życia codziennego zostały tu przetransponowane w kompozytorską fantazję niezależną od czasu i miejsca. Ikeda wywołu cienie i widma dźwięków. Z „Merge” wylewa się eteryczna elektronika o świdrujących, krystalicznie czystych częstotliwościach fal sinusoidalnym. Pod nimi czai się tkanka dźwięcznych brzmień, niczym z gamelanu czy pozytywki. To oniryczna, odrealniona, kołysząca muzyka jest równocześnie maksymalnie wyśrubowanym doświadczeniem brzmieniowym, które pobudza brzęczenie okiennych szyb, wnika w czaszkę i wchodzi pod skórę. Całość nosi w sobie jakąś niematerialną atmosferę japońskiego buddyzmu idealnie dopełniającą się z technologicznym zaawansowaniem. To album niezwykłych i brawurowych połączeń, które niweczą dualną perspektywę, co czyni z zeń totalne i niesamowite przeżycie dźwiękowe.
Info wydawcy:
Ken Ikeda writes: "I started to keep a sort of "Sound Diary" in 1990. And it has become a bulky record (over 140 tapes!) of improvisational, fragmental pieces of sound reflecting my everyday life over these years. The present album resulted from this "Diary." I avoided an ordinary way of making music, that is, editing and transforming sound sources into a fictional composition independent of any particular time and place. For me, the process was more important than the result. Each note evolves following its own time and there is no hierarchy between them. Everyday life is affluent in sounds which escape from being represented by symbols. Behind a piece of sound exist numerous incidents. I did not try to throw light on them. I just wanted to present them as they were with their shades and shadows."