Brzmienie Petera Brötzmanna znane jest chyba każdemu fanowi awangardowego jazzu i nikomu kto słucha takiej muzyki bliżej przedstawiać go nie trzeba. Od lat jest uważany za jednego z najważniejszych przedstawicieli free jazzu i muzyki improwizowanej. Jego styl cechuje ostry, nieokrzesany ton, ale też skupiona liryczność. Energiczny sposób improwizacji bywa ponoć czasami nazywany "brötzen" od jego nazwiska, co dodatkowo przysłużyło się nadaniu mu przydomku "najgłośniejszego saksofonisty świata". Barwa tonu Brötzmanna jest bardzo bezpośrednia, a jego solówki często osiągają dużą intensywność. Nie opuszcza on jednak tradycyjnych struktur jazzowych; motywy odgrywają ważną rolę w jego muzyce, a improwizacje są często oparte na komponowanej melodii. Te cechy są bliskie stylowi gry Alberta Aylera, którego można uznać za największe źródło inspiracji Brötzmanna.
Przez lata współpracował m.in. z Anthonym Braxtonem, Sonnym Sharrockiem, Donem Cherrym, Cecilem Taylorem, Frankiem Wrightem, Kenem Vandermarkiem, Matsem Gustafssonem, Billem Laswellem, Mikołajem Trzaską czy całą plejadą japońskich improwizatorów. W jego zespołach na początku lat osiemdziesiątych grywał John Zorn. Na czym jednak polega fenomen jego osobowości, że właściwie grając to samo na przestrzeni dekad tworzy coraz to nowe, fascynujące i niezwykłe projekty z coraz to młodszymi muzykami? Jak chyba nikt - no może obok Johna Zorna - potrafi on wykrzesać z partnerów moc i energię, o którą chyba nawet oni sami siebie nie podejrzewają. Tak jest też w przypadku nagrania z portugalskim zespołem Black Bombaim. Młodzi Portugalczycy tworzą tu prawdziwą dźwiękową ścianę o którą - niczym o rafy - rozbija się gra Brötzmanna. Niezmiernie trudno jest bowiem wejść na poziom intensywności, na którym gra niemiecki mistrz. A bez takiej umiejętności nie nawiąże się nim dialogu, nie wywoła interakcji. Trzeba zacisnąć zęby i dać z siebie wszystko, tak by muzyka była jakimś katharsis dla samego twórcy, by schodząc ze sce....... więcej