Prawdziwie mistrzowie iberyjskiego free jazzu i muzyki improwizowanej – Gonçalo Almeida, Vasco Trilla i Diego Caicedo – zeszli do samego piekła, by poszukać nowych inspiracji dla swojej kreatywności.
Low Vertigo, najnowszy pomysł tej trójki muzyków, to masywne połącznie basowej ściany nierzeczywistości, gitary zwinnej jak lampart i perkusji, która biczuje twój umysł niczym macki ośmiornicy.
Zapomnij o gatunkach, stylach, podziałach i innych bzdurach, które wymyślili ci, którzy są głusi na prawdziwe emocje płynące ze swobodnego muzykowania.
Jeśli już upierasz się przy tropie gatunkowym – to będzie thriller, doom thriller!
Andrzej Nowak
Ściana gitarowego dźwięku, który płynie z czterech strun basu, który łapie rytm i podprowadza do gry kąśliwą gitarę, pełną prądu, zgiełku, ale i pewnej ulotnej nieoczywistości. W tle full drumming, jakby za moment coś miało definitywnie zaistnieć. Gęsty strumień fonii, który zdaje się wywoływać u mniej przygotowanego odbiorcy, krytyczny stan przedzawałowy. Cała trójka muzyków rysuje ścieżkę rytmu, jakby wywróconego na lewą stronę, ale niepozbawionego zaskakującej melodyki. Bas wgryza się w ziemię, gitara repetuje całą historią prog & heavy, perkusja stawia stemple własną krwią. Narracja sięga szczytu na początku piątej minuty, po czym spowija ją cierpka cisza. Pieśń otwarcia, która zwie się Akakabuto.
W pogoń za utraconymi, z powodu chwili ciszy, porcjami hałasu, rusza ponownie bas, znów wyposażony w napęd charakterystyczny dla estetyki hc/punk. Gitara lepi się do niego z rysem pewnej historii do opowiedzenia, jednak speed metalowy drumming, który włącza się do gry dokładnie w 53 sekundzie, sprawia, iż ów karkołomny pomysł zostaje pod niedługim czasie zarzucony. Galop, brud, pewna ulotna chropowatość. Po kilku okrążeniach, narracja niespodziewanie pętli się, zacina, kotłuje, po czym z mocą walca drogowego, stawia świat do pionu i kreśli nowy szlak. Owo ....... więcej