muzycy:
Dave Rempis – alto/tenor saxophone
Ingebrigt Haker Flaten – bass
Tim Daisy – drums
Frank Rosaly – drums
Każdy jazzfan wie, że gdy podwoimy zestaw perkusyjny, szczególnie w małym jazzowym składzie, motoryka zespołu dostaje dodatkowego drive'u. Czy o to chodziło Rempisowi nie wiem, ale każda kolejna płyta Dave Rempis Percussion Quartet ma u mnie fory. Zarówno te powstałe w składzie z Antonem Hatwichem, ja późniejsze z ulubionym basistą Matsa Gustafsona - Ingebrigtem Hakerem Flatenem. Jazzowa jazda na dwóch silnikach dała już dziewięć zjawiskowych owoców, teraz czas na dziesiąty.
Wydana właśnie w barwach Aerophonic Records nowa płyta kwartetu "Sud Des Alpes" wytrąci z jesiennego letargu największego znawcę dorobku Rempisa. Bowiem muzycy "po cichu" otwierają nowy rozdział w historii zespołu, nie epatują, tak jak to było dotąd niezwykle gęstą tkankę perkusyjnych brzmień, stawiają raczej na kontrolowaną dynamikę komunikatywnego open jazzu. Muszę przyznać, że to moja ulubiona obsada Rempisa, jednego z najwspanialszych saksiarzy ostatnich 25 lat. Pomieścił w tej formule garść melancholii i refleksji, jak i pulsującą zaraźliwą intensywnością freejazową improwizację.
Trzy kapitalne części tego koncertu, który z powodów awarii kolejowej w Szawajcarii miał nie dojść do skutku (stąd tytuły poszczególnych utworów), porywają dramaturgicznym mistrzostwem i sztuką jazzowej interakcji. Dwie pierwsze mają podobną strukturę, oba zaczynają się narracją złożoną z niemal samych drobiazgów, pracują rezonansem i skromnymi preparacjami, by z czasem nabrać ekspresyjnej drapieżności, temperatura bliska wrzenie, które następuje...
Trzeci, 12-minutowy "Late Arrival" jest już spektakularnym popisem lidera. Rozpoczyna długim, zapraszającym kolegów do zabawy solo, a oni nie dają się długo prosić, i już po chwili zaczynają kolektywnie zionąć freejazzowym ogniem na prawo i lewo. Ostatnie trzy minuty "Late Arrival" to stygnąca z emocji medytacja, czy można było lepiej tego wieczora zakończyć koncert? Szczerze wątpię!
autor: MaD