Jenny Hval - norweska artystka, wydała dziś swój album zatytułowany "Classic Objects" (4AD).
„Classic Objects” to mapa miejsc z przeszłości takich jak stare, puste puby w Melbourne, w których grał zespół Hval, miejsc publicznych, za którymi Hval tęskniła przez cały czas zamknięcia, miejsc wyimaginowanych, miejsc z przyszłości i miejsc nieprawdopodobnych, do których mogą zaprowadzić cię sny, halucynacje, śmierć i sztuka. Interesuje jej łączenie rzeczy niestworzonych z rzeczami zwykłymi.
„Classic Objects” to wersja Hval popowego albumu. Każda piosenka ma zwrotkę i refren. Jest złożony z interesującymi melodiami z uczuciem wzniesienia i przejrzystości w refrenach. Heba Kadry zmiksowała album tak, by brzmiał jakby był odtwarzany przez "zestaw stereo w tajemniczym pokoju".
"W 2020 roku, jak wszyscy inni, byłam tylko osobą prywatną" - mówi Hval. "Żadnym artystom nie wolno było występować. Zostałam zredukowana do 'po prostu ja'". W rezultacie Hval zadała sobie pytanie, co może oznaczać "po prostu ja". Czy była to wersja, która nigdy nie wyjechała z rodzinnego miasta? Czy chodziło o to, że za dziełem sztuki kryje się oczywista prawda? Czy sztuka jest tylko wymyślną, trudną konstrukcją, która tak naprawdę nie jest potrzebna?
Jako ćwiczenie, Hval napisała proste historie o życiu, badając zredukowaną koncepcję "tylko ja". Wcześniej też była "po prostu sobą", kiedy w wieku 24 lat, mieszkając w Australii, zdiagnozowano u niej celiakię i nie mogła już rozpocząć kariery muzycznej w sposób, jaki sobie wyobrażała. "Chociaż nie powiedziałabym, że jestem niepełnosprawna, a jedynie, że mam niewidoczne powikłania, to dotarło do mnie, że przemysł muzyczny, czy jakikolwiek inny przemysł oparty na niepewnej sile roboczej, oczekuje ode mnie niemożliwej do spełnienia sprawności fizycznej" - mówi Hval. "Pokazało mi to, w jak niewielkim stopniu....... więcej |