Punktem wyjścia dla Muslimgauzowskich dekonstrukcji i preparacji jest "muzyka arabska", wzbogacona jednakże o najnowsze zdobycze muzyki "elektronicznej", "tanecznej" oraz tzw. "minimal music". W wielu swoich najciekawszych utworach Muslimgauze stosuje pewien dość charakterystyczny zabieg. Otóż, tworzy on dwie naraz, równoległe i symultaniczne względem siebie ścieżki dźwiękowe. Pierwszą z nich kreują melodie, rytmy i dźwięki wydobywane z tradycyjnych instrumentów bliskowschodnich, wzbogacone niekiedy o pozamuzyczne tło dźwiękowe "świata arabskiego": odgłosy ulicy, śpiew muezzina, komunikaty radiowe i telewizyjne etc. Druga ścieżka, nałożona na pierwszą, powstaje ze spreparowanych elektronicznie szumów, zgrzytów i sprzężeń, które uzupełniają, powtarzają i naśladują, czy wręcz imitują brzmienie, melodykę i rytmikę muzyki arabskiej. Muslimgauzowskie automaty udają prawdziwe instrumenty muzyczne, udają zresztą w sposób nieudolny. Nieudolność ta jest jednak jak najbardziej zamierzona i celowa, oto bowiem ta "zapętlona", "hipnotyczna" i "transowa" muzyka zniewalająca słuchacza urokiem egzotyki, wysyła zarazem niedwuznaczny sygnał: uwaga, wszystko to mistyfikacja, te urokliwe ścieżki dźwiękowe zostały spreparowane z premedytacją przez automaty "improwizujące swobodnie" na bazie muzyki arabskiej. Efekt jest niezwykle zastanawiający. Powstaje coś na kształt "muzyki ludowej automatów".
Rafał Księżyk (Aktivist.pl) Plastik 12/98:
"Za szyldem Muslimgauze kryje się trzydziestoparoletni mieszkaniec Manchesteru, Bryn Jones. Jones uruchomił swój projekt w 1982 r. jako odpowiedź na izraelską agresję na Liban. Burzliwe losy Bliskiego Wschodu, gdzie wielka politykazmieszana z nacjonalizmem i religijnym fanatyzmem wciąż przynoszą konflikty zbrojne i akty terroru, do dziś pozostają jego inspiracją. (...) Jego nagrania są w większości komentarzem do kolejnych aktów bliskowschodniej tragedii. (...)