Niosąc tę samą surową energię od momentu powstania w 1991 roku, Rancid - punkowy zespół z Berkeley w Kalifornii, uznany przez Stereogum za "niezdolny do stworzenia złego albumu" kontynuuje tę passę, wydając swój długo oczekiwany nowy album studyjny. "Tomorrow Never Comes" ukazał się 2 czerwca za pośrednictwem Epitaph Records, wyprodukowany przez wieloletniego współpracownika, gitarzystę Bad Religion i założyciela Epitaph, Bretta Gurewitza.
Przy ogromnej liczbie 850 milionów odtworzeń, zarówno fani, jak i krytycy wydają się zgadzać, że marka Rancid - mocny punk bez zbędnych dodatków, wciąż płynie w ich krwi, a jednocześnie łatwo przekłada się na współczesną publiczność. Jest to widoczne na całym "Tomorrow Never Comes", dziesiątym pełnometrażowym albumie zespołu. Z szesnastoma ostrymi utworami ledwo przekraczającymi dwie i pół minuty, album szczyci się tym samym szorstkim, prostym punkiem z przesłaniem, którego świat po prostu nie ma dość.
Przez ostatnie trzy dekady Rancid pozostawał zaciekle niezależny, nigdy nie tracąc lojalności wobec swojej społeczności i siebie nawzajem. Ich muzyka konfrontuje się z kwestiami politycznymi i społecznymi, jednocześnie równoważąc osobiste opowieści o miłości, stracie i złamanym sercu. Rancid daje swoim słuchaczom społeczność, do której każdy może należeć. Kontynuując tradycje i ducha oryginalnych zespołów punkrockowych, które pojawiły się wcześniej, Rancid stał się legendą i inspiracją dla zespołów punkowych, które przyszły później.
W 1991 roku, po rozwiązaniu ich ukochanego i wciąż wpływowego pierwszego zespołu, Operation Ivy, członkowie założyciele Tim Armstrong (wokal, gitara) i Matt Freeman (bas, wokal) postanowili dokonać niemożliwego - założyć jeszcze lepszy zespół. Tak powstał Rancid. Podpisując kontrakt z Epitaph Records, zespół wydał swój pierwszy album "Rancid" w 1993 roku. Wkrótce potem do zespołu dołączył Lars Frederiksen (wok....... więcej