Jak się bawić to na całego. SKTC to jedna z pierwszych prób połączenia hardcore, punka i metalu. Poczuj opadający kurz lat dziewięćdziesiątych!
Do zremasteryzowanego materiału demo dokładamy przyzwoitej jakości nagrania z bielskiego koncertu z tego samego roku 1990
W 1990 szło nowe. Zespoły, które zyskały popularnośc u schyłku “komuny” próbowały zaistnieć na scenie komercyjnej, albo znikały w mroku dziejów. Pojawiła się “swieża krew”: Ustawa O Młodzieży, Trybuna Brudu, HCP, a za chwilę Apatia, Inkwizycja i Schizma wyznaczały nowe standardy. Zespoły grały najczęsciej za zwroty kosztów podróży wszędzie tam, gdzie garstce zapaleńców udawało się znaleźć miejsce, sprzęt – chętnych do doświadczenia tego zjawiska na żywo nie brakowało – norma byłą frekwencja rzędu 2-3 setek! Tak hartowała się niezależna scena hardcore / punk. Jej częścią było SKTC.
W Czechowicach-Dziedzicach – mieście zapałek – znalazła się grupa ludzi słuchających trochę innej muzyki. To nie popularne wtedy brytyjskie zespoły kolejnej już fali jak wczesna Chumbawamba, czy pojawiające się u nas na trasach, jazz-corow kapele w stylu Nomeansno, Victims Family, czy Assassins Of God, a kapele spod znaku cross over hardcore (na styku z metalem) były dla nich drogowskazem. Dzięki legendarnym kontaktom bielskiego małżeństwa Chodorowskich lokalna załoga mogła znacznie poszerzyć swoje muzyczne horyzonty.
Czechowice-Dziedzice, Bielsko-Biała, Oświęcim, Trzebinia, Chrzanów – ekipy z tych miast trzymały się razem i szybko zasłynęły z tego, że na imprezach gdzie się pojawiali znikały problemy z nazi-skinami. Po chwili wystarczała już sama reputacja – autentyczna jest historia jak jacyś młodzianie, którym ręka nieopatrznie uniosła się w geście rzymskiego salutu po koncercie dostali miotły i musieli przykładnie uprzątnąć salę koncertową pod czujnym okiem hard core'owej załogi...