Jeśli za perkusją siada Joey Baron, a kontrabas dzierży Greg Cohen - czujny fan jazzu za innymi zachętami nie będzie się rozglądał. Ulubiona sekcja rytmiczna Johna Zorna (to w końcu połowa epokowego kwartetu MASADA szalonego nowojorczyka), Grega Cohena można spotkać od Woody'ego Allena po Toma Waitsa. Joey Baron melodię ma we krwi, to mistrz perkusyjnych niuansów. Jego dorobek obejmuje współpracę z m.in.. Carmen McRae, Billem Frisellem, Timem Berne'm, Ronem Carterem, Patricią Barber, Jimem Hallem, Alem Jarreau i Davidem Bowie.
JAZZ GUITAR TODAY w cover story wydania z lutego 2020 r. umieścił ją w wąskiej grupie najważniejszych współcześnie gitarzystów obok Petera Bernsteina, Kurta Rosenwinkela i Johna Scofielda.
Tak skrojone trio zdecydowanie warte jest uwagi. Tym bardziej, że muzycy sięgnęli po siedem jazzowych szlagierów, tworzących idealnie skrojoną opowieść, duchem zakorzenioną w bogatej tradycji jazzowej rozmowy, pozbawionej awangardowych eksperymentów z formą.
Eleonora Strino gra na Gibsonie L7 z 1933 r., instrumencie o ciepłym, nieco staroświeckim brzmieniu. W wywiadach gitarzystka wskazuje na swoje inspiracje, przywołując nagrania Barney'a Kessela i Joe Passa.
Na program płyty składają się zarówno ballady, jak "Estate" Bruno Martino, czy "Somewhere Over the Rainbow" Harolda Arlena, bardziej zażywne tematy grane w średnich tempach, jak ellingtonowski "I Let a Song Go Out on My Heart" czy wspaniale grany temat z filmu "Il Postino" autorstwa Luisa Bacalova. Język Eleonory Strino, Grega Cohena i Joey'a Barona jest przejrzysty, nie stawia żadnego oporu, pozbawiony jest zbędnych ornamentów.
"I Got Strings" to jazz głównego nurtu, pulsujący jego życiodajną mocą. Wielu wieszczyło jego śmierć, okazuje się, że Strino, Cohen i Baron mają na to inny pogląd.
autor: Mateusz Krępski