Jacek Staniszewski:
Luksusowe, hipernowoczesne pod względem edycji wydawnictwo berlińskiego labelu Morr. Przeszło dwie godziny dźwięków zarejestrowanych na dwóch dyskach to fantastyczny koktajl wyciszonej, kameralnej elektroniki w wykonaniu przyszłych mistrzów tego gatunku.
Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się, że "Putting the Morr Back..." okaże się aż tak spójną, stylistycznie wyważoną propozycją. Z drugiej strony, tacy wykonawcy jak Kandis, Isan, Solvent, Schneider TM, The Notwist, Arovane czy Tied and Tickled Trio wypracowali już swoje odrębne i dojrzałe formuły twórcze. Nie starają się epatować przesadnym eksperymentalizmem bez głębszego uzasadnienia, ani nie idą na łatwiznę ambientowo-technoidalnych podróży do nikąd. Ta nowa, prężna scena z pewnością zawdzięcza wiele przecierającym szlaki pionierom (Autechre, Aphex Twin, To Rococo Rot). Źródła inspiracji nie są jednak tak ważne, jak osobiste idiolekty którymi posługują się artyści skupieni pod sztandarem Morr Music.
Zdumiewająca lekkość, z jaką wykonawcy w rodzaju Phonem czy Bernarda Fleischmanna traktują - zdawałoby się mocno "ograne" - schematy pastoralnej elektroniki, skłania do optymistycznych wniosków. Wiadomo, że nie wszystko jest powielaniem wcześniejszych, chlubnych wzorców; zastój i dreptanie w miejscu wykonawców związanych z post-autechroidalną sceną nowej elektroniki nużył i skłaniał raczej do gry w totolotka, niż do kupowania kolejnych płyt wypełnionych natchnionymi, melancholijnymi harmoniami i "zardzewiałymi" sekwencjami rytmicznymi. W przypadku wydanej przez Morr Music składanki, znane formuły zostają dogłębnie przeanalizowane i wyselekcjonowane z antykwariuszowską dbałością o szczegóły. Wydanie tej płyty to znak, że coś drgnęło, że kompleksowe traktowanie ulotnych zjawisk przynosi dobre efekty. Muzyka z "Putting the Morr Back..." to idealny soundtrack do każdej niemalże czynności, jakiej moglibyśmy się oddać w domowym zaciszu. Pomaga się skupić, poprawia nastrój, i nie wymag....... więcej