Info dystrybutora:
Alvin Fielder to muzyk w Polsce zupełnie nie znany - o tym jak wielka to szkoda świadczą najlepiej dwie rzeczy. Pierwsza to choćby rzut oka na muzyków z którymi w swej karierze współracował - należą do nich Sun Ra, Phil Cochran, Jodie Christian, Muhal Richard Abrams (wraz z nim Fielder zakładał w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku załadał AACM - The Association for the Advancement of Creative Musicians), Maurice 'Kalaparusha' McIntyre, William Parker, Anthony Braxton, Jospeh Jarman, John Gilmore, Fred Anderson, Frank Lowe czy Jack DeJohnette; był perkusistą kwartetu Roscoe Mitchella - pierwowzoru Art Ensemble of Chicago. Przez ostatnie lata nie był jednak aktywny na muzycznej scenie. Teraz, z incjatywy Dennisa Gonzaleza, trębacza kojarzonego z lżejszymi odmianami free jazzu, artysty rzeźbiarza i animatora sceny muzycznej w jednej osobie, powraca. I płytowy zapis tego powrotu to drugi z wzmiankowanych wcześniej powodów.
Muzyka nie oddala się od tego, z czym do tej pory Dennisa Gonzaleza kojarzyliśmy - w dalszych ciągu penetrujemy delikatniejsze obszary free, ale przewodnicy sprawiają, że o nudzie nie może być mowy. Ciepłe, charakterystyczne dla Gonzaleza, brzmienie instrumentu, w tym nagraniu nasycone jest jakimś przedziwnym smutkiem, młodością i wigorem imponuje pianista Chtris Parker, który swoją grą napędza zespół, a Alvin Fielder, tej funkcji pozbawiony kieruje rytmiką i prowadzi grę zespołu. Nie narzuca partnerom jak mają grać, ale wskazuje kierunek, w którym rozwijać się będzie muzyczna formuła. Jest częścią tej muzyki ale swoją grą, dla partnerów, jej granice wyznacza.
W kilku utworach gościnnie dołączają synowie Gonzaleza - Aaron (wibrafon i perkusja) i Stefan (bass), ciekawie wypada zwłaszcza utwór "Your Young Men Shall See Visions" w którym Aaron Gonzalez gra na wibrafonie co bardzo zagęszcza muzyczną formę.
Jeżeli ktoś nigdy nie słyszał muzyki tworzonej przez tego niedoceni....... więcej |