Dennis González: trumpet
Ellery Eskelin: tenor saxophone
Mark Helias: bass
Michael T.A. Thompson: soundrhythium percussionist
multikulti.com:
Dennis Gonzalez jest jak wino - im starszy tym lepszy! I chociaż najnowsza płyta znów rewolucji nie przynosi, ale też nie zawodzi w tym, co zawsze było największym atutem artysty z Dallas. Kreatywni muzycy dzielą się bowiem na tych, którzy szukają własnej drogi w nowościach formalnych, ich komplikacjach, czy też przeciwnie (minimalizm) - w ich uproszczeniu. Oraz na tych, którzy jak Fred Anderson, legendarny chicagowski saksofonista, całe życie pracują nad własnym muzycznym tonem i stylem, nie uciekając w formalne poszukiwania. Gonzalez należy do tych ostatnich - przez całą karierę kojarzony z łagodniejszymi formami free jazzu, także tutaj do nich powraca. Ale sposób w jaki to czyni - z łagodnością i zamyśleniem jak zawsze jest wyjątkowy. Nigdy też nie był technicznie wybitnym trębaczem jak Dave Douglas czy Magnus Broo, zdecydowanie technicznie 'ograniczonego' bliżej mu do Davisa - rzadko też operuje w wysokich rejestrach. I podobnie jak ten ostatni - z ograniczeń potrafi uczynić zalety - ton ma niepowtarzalny, lekko zachrypnięty, ciepły, zabarwiony delikatnością, unikatowy. Cały zresztą jego nowojorski kwartet (Ellery Eskelin - Mark Hellias - Michael T.A. Thompson) tak brzmi - łagodnie i z zamyśleniem. Nie znajdziemy tu oszałamiających prędkością solówek, czy wyrywającej drzewa energii, ale odkryjemy piękno muzyki uwolnionej od formalnych ograniczeń i granej przez czterech znakomicie rozumiejących się partnerów - granej, bo wszyscy tutaj używają instrumentów zgodnie z ich przeznaczeniem, nie siląc się na sonorystyczne wycieczki i poszukiwania. Z zamyśleniem, ale i spokojną radością.