Francja potrafi zaskakiwać! We Francji czarna muzyka jest jeszcze bardziej czarna, a electro jest jeszcze bardziej electro niż gdziekolwiek indziej. A jeśli to połączyć, tak jak zrobiła to grupa Mouloud , to otrzymujemy prawdziwy dynamit!
O ile na swych pierwszych płytach Mouloud łączyli electro rock z breakbeat-popem, to na najnowszym albumie "Mr King & the Sonic Destruction" eksplorują dogłębnie brudny, cyfrowy blues, soul i funk... Moulooud to przede wszystkim 2 osoby: Stephane (głos, elektronika) i Samuel (bas, gitara, perkusja), na koncertach wspomaga ich dodatkowy perkusista Franck. Przed nagraniem tej płyty długo wsłuchiwali się w stare płyty bluesowe i soulowe, które słuchali, gdy chodzili jeszcze do szkoły.
Mouloud nie mieści sie w żadnej zdefiniowanej szufladzie, w każdym z utworów znajdujemy niesamowite spektrum od funka, bluesa, soulu przez pop, trip-hop aż do hip-hopu i breakbeatu. Potraficie to sobie wyobrazić?
"Mr King & the Sonic Destruction" jest pełna ohydnie brudnych riffów, posiada genialny groove i rytm porywający do tańca. Nadal używają samplerów, jednak to gitary grają tu główną rolę, a czasami żywa harmonijka ustna, która krzyżuje się z beatboxem i hip-hopowymi rytmami, kapiącymi od potu i krwi... Nowoczesny rhythm'n'blues, może nam przypominać wczesnego Becka, Jona Spencera, RL Burnside'a czy Jamesa Browna używającego samplera i elektronicznych beatów...
Posłuchajcie i sami powiedzcie, kto naprawdę powinien nosić miano "The King".