W 1984 roku, dziedziczny muzyk, znany już w Zachodniej Afryce, Mory Kante, przybył do Paryża by dokonać prawdziwej rewolucji. Formuła jej była bardzo prosta - tradycyjne miłosne pieśni afrykańskie potraktował jak przeboje muzyki pop, wzbogacając je o funkowe akordy i taneczne rytmy oraz solówki rodem z jazzu. Całość została jednak zaaranżowana i wykonana na tradycyjnych afrykańskich instrumentach lub ich elektrycznych wersjach (sam gwiazdor chwycił za elektryczną korę). Tak powstał album "Yéké Yéké", który rozszedł się w Europie w nakładzie ponad miliona egzemplarzy, a tytułowy utwór stał się jednym z największych przebojów końca lat osiemdziesiątych. Tak powstała muzyka nazwana afro-popem.
Samemu jej twórcy nigdy nie udało się jednak powtórzyć tego muzycznego sukcesu - stało się tak dlatego, że jego muzyka nie uległa uproszczeniu i trywializacji, nigdy nie starał się on schlebiać coraz to mniej wyszukanym gustom. Pozostając w obrębie muzyki popularnej, pozostał wierny tradycji muzyki Czarnego Lądu.
Taki jest także najnowszy jego album "Sabou" wydany wspólnie przez Riverboat Records i World Music Network. Wszystkie utwory na nim zawarte śmiało można zaliczyć zarówno do muzyki etnicznej - całość aranżacji rozpisana jest na tradycyjne, akustyczne instrumenty afrykańskie a tradycyjne śpiewy przywodzą na myśl plemienne rytuały - jak i popularnej - niezwykła witalność i żywiołowość lidera, a także unikalna łatwość z jaką tworzy on piękne, subtelne i szybko zapadające w pamięć melodie wprost czerpiąc w nich także ze skarbnicy afrykańskiej tradycji. W czasach totalnej komercji i tandetnej muzycznej papki, autentyczny artyzm poparty wielką przebojowością, pełen ciepła i afrykańskiego słońca to naprawdę niemało.
Płyta otrzymała zaszczytny tytuł TOP OF THE WORLD najbardziej prestiżowego pisma z kręgu muzyki world Songlines