O tym, że Neko Case jest dziś jednym z najlepszych głosów na amerykańskiej scenie muzycznej nikogo, kto zna jej wcześniejsze płyty nie trzeba przekonywać. Znakomita artystyczna passa wokalistki trwa nadal, czego dowodzi jej najnowszy album „Middle Cyclone".
Głos Neko Case - mocny, nieskazitelnie czysty alt - to doskonały instrument, przy pomocy którego artystka jest w stanie oddać nawet najbardziej zniuansowane emocje, jakimi przesycone są jej piosenki, od głębokiej melancholii po triumfującą kobiecość. Wraz ze wzbogacaniem się z albumu na album palety emocji, także repertuar Case staje się coraz bardziej wyrafinowany muzycznie, a w tekstach zwłaszcza - nawet ekscentryczny, ale w pozytywnym, tego pojęcia rozumieniu, bo wskazującym na konsekwentne i pewne krystalizowanie się oryginalnej tożsamości poetyckiej wokalistki. Ujmujące jest to, że Case nie myśli o doraźnych efektach, niczego nie robi na siłę, pozwala aby jej artystyczna ewolucja dokonywała się w sposób harmonijny i naturalny. Na swych pierwszych solowych albumach „The Virginian" (1997), „Furnace Room Lullaby" (2000) czy nawet na przełomowym w jej karierze „Blacklisted" (2002) z grubsza trzymała się gatunkowych - country-folkowych - reguł i konwencji, które sytuowały ją jednocześnie w tradycji wielkich div amerykańskiej muzyki, z Patsy Cline na czele, jak i w modnym na przełomie XX i XXI wieku nurcie alt-country. Z czasem jednak, już zresztą od „Blacklisted", w jej utworach zaczęły się pojawiać coraz bardziej zróżnicowane aranżacje i zrazu dyskretne odstępstwa od klasycznej, symetrycznej struktury piosenkowej. W tym procesie ewolucyjnym „Middle Cyclone" zdaje się być rozwinięciem poprzedniego albumu, zjawiskowego „Fox Confessor Brings The Flood" (2006). Pod względem poetyckim postępuje tu identyfikacja Case z przyrodą - ze światem zwierząt, zjawisk i żywiołów naturalnych, ale bez taniej eko-metaforyki, jaka dziś jest w modzie (kropkę nad „i" stawia końc....... więcej