W przeddzień swoich 30. urodzin zespół Sonic Youth po 16-letniej przygodzie z koncernem DGC efektownie powraca albumem „The Eternal” do swych indierockowych korzeni, a konkretnie do renomowanej firmy Matador
Co się w ciągu tych niemal 30. lat zmieniło? Ano wszystko, a świat przede wszystkim. Zawsze trzymając rękę na pulsie, czego wybitnymi dowodami były takie albumy, jak „Bad Moon Rising”, „EVOL”, „Daydream Nation”, „Dirty” czy „Washing Machine”, Sonic Youth z trochę dziwnego, ale zawsze frapującego undergroundowego zespołu o inklinacjach do avant-rocka przekształcił się błyskawicznie w instytucję już nie tylko rockową, ale wręcz kulturalną, inspirującą zwłaszcza w latach 90. mnóstwo wykonawców po obu stronach Atlantyku. Nie dziwi więc fakt, że po odejściu Jima O'Rourke'a na płycie „The Eternal” debiutuje jako nowy członek basista Mark Ibold z legendarnej grupy Pavement.
Warto zaznaczyć, że w bogatej dyskografii Sonic Youth obok regularnie wydawanych płyt, z których wiele uznawano za arcydzieła (np. „Daydream Nation” dostąpiła zaszczytu włączenia do Narodowego Rejestru Płytowego przy Bibliotece Kongresu), jest również całkiem obfity dorobek eksperymentalny, firmowany przez należący do zespołu label SYR, a główni i oryginalni członkowie Sonic Youth – Thurston Moore, Lee Ranaldo, Kim Gordon – wykazują się także ogromną aktywnością jako producenci płyt i pomysłodawcy różnych artystycznych projektów.
„The Eternal”, nowy album nagrany w studiu Echo Canyon West w Hoboken w stanie New Jersey pod okiem producenta Johna Agnello i jego asystenta Aarona Mullana to – jakby stosownie do odzyskania wolności po rozstaniu z DGC – lekko podszyty nostalgią powrót do nurtów, które inspirowały Sonic Youth w czasach pierwotnej niezależności (hardcore, no wave, post punk), a które w sposób niezwykły przetworzyli....... więcej