Na co dzień smutna, scenka Vancouver dała radę wypuścić płytę stanowiącą Antypody pogrzebu. Dla fanów Bat For Lashes, Jokers's Daughter, Marissy Nadler, Avril Lavigne i reszty ciekawskich.
Przez projekty takie jak Black Mountain, Pink Mountaintops czy Blood Meridian przewijają się wciąż te same osoby i ciągle im mało. Członkowie tej sekty z Vancouver, Amber Webber i J. Wells (oboje powiązani na stałe z ciężkawym Black Mountain) założyli parę lat temu Lightning Dust, żeby w 2007 wydać debiutancki self-titled, stanowiący odskocznię od grania, z którym dotychczas byli utożsamiani. Niezbyt potrzebny, obarczony piętnem falstartu, choć miejscami uroczy, album ten znajduje swoje rozwinięcie właśnie teraz - na "Infite Light" LD wzbogacają inicjalną pulę pomysłów o dowcip, pop i zachęcającą do zgłębienia zawartości okładkę nasyconą tłustym tropikalnym światłem.
Wyraźnie zakorzenione jeszcze w twórczości folk-rockowego (uproszczenie) Black Mountain, duo nie mogło sobie na debiucie pozwolić na podręcznikowo popowe otwarcia kolejnych partii, spontaniczną, niemal randomową melodykę czy obecność klawiszy oraz syntetycznej perkusji. Poza tymi odkryciami, "Infinite Light" akcentuje też w końcu wokal Amber, teatralny, sugestywnie wyrażający osobowość nieco przekorną i wyposażoną w imaginację na tyle odważną by za pomocą gumy do żucia kleić smutne historie ze zdrową dawką sarkazmu. Spożytkowane w jednym jedynym utworze z debiutu, jej nachalne wibrato wraca na sofomorze wiele, wiele razy zyskując charakter rozpoznawalnej maniery. Naburmuszona i roztargniona z niewyspania brzęczy pośród niespodziewanie barwnych jak na ten duet hymnów i interesującym jest śledzenie przygód tego wokalu, np. w "I Knew", inicjowanym odhumanizowanym bicikem raniącym przegrodę przezroczystą mózgu.
Lekka, piosenkowa psychodelia czyni te pokazowo smutne kawałki zaokrąglonymi na brzegach, łatwymi do przełknięcia i zapamiętania, tym samym plasując Lightning Dust wysok....... więcej