Kto wie czy nie najbardziej liryczna z płyt Billa Callahana. Zgodnie z tytułem Smog jest jednak jak najdalszy od ckliwego sentymentalizmu, jego miłosne opowieści pełne są dzikiej namiętności i szaleństwa. Równie nieprzewidywalna jest warstwa brzmieniowa płyty - od niespotykanych później bogatych, niemal teatralnych, melodycznych aranżacji (min. wiolonczela Cynthii Dall), po garażową surowość i prostotę. Callahan to jeden z najbardziej intrygujących, przewrotnych i zdolnych twórców ostatnich lat a "Wild Love" to prawdziwa perełka w jego dyskografii. Jak Nick Cave z akompaniamentem Velvetów.