Album zawiera 12 nowych utworów, w tym 10 kompozycji autorskich.
Na płycie usłyszymy także Pink Freudową interpretację graficznej kompozycji Anthony Braxtona oraz piękny utwor Autechre Goz Quarter.
Album zostal nagrany w składzie poszerzonym o Adama Barona i znanego już z zeszłorocznych koncertów Pink Freud Jurka Rogiewicza.
Będą oni obecni także podczas koncertów promujących nowa plyte.
Zwracającym uwagę elementem jest szata graficzna wydawnictwa, będąca dziełem Adama Kamińskiego.
Niespodzianką będą z pewnością koncerty promocyjne część z nich zaplanowano bowiem w salach filharmonii kilku wiekszych miast Polski.
Uwaga na Freudozaura!
Pink Freud? Taka gra z nazwą dinozaurów muzyki rockowej może się źle skończyć – myślałem, gdy usłyszałem pierwszą płytę tego zespołu. Ale to było dekadę temu i dziś już nikt nie myśli o „Freudach” jako o kolejnym yassowym projekcie z zabawną nazwą, który nie zabawi długo na rynku, a w końcu pewnie się rozpadnie i zmieni w kilka nowych grup. Przeciwnie. Pink Freud to dziś wyjątkowo solidna marka polskiego świata muzyki. Zespół, który wykopał sobie własną niszę w obrębie nowego jazzu, ale zarazem ciągle pozostawał stylistycznie niespokojny i obijał się w tej niszy od ściany do ściany.
PF wychodzili od rytmicznego transu, niczym Łoskot i inni yassowcy, ale interesowali się też fuzją brzmień jazowych i elektronicznych – jak Tied + Tickled Trio w Niemczech czy Jaga Jazzist w Norwegii. Eksperymentowali z didżejem w składzie („Sorry Music Polska”), potem żeglowali bliżej free jazzu, rysowanego mocno i surowo („Punk Freud”), a wreszcie puszczali oko do fanów jazz-rocka i porywał koncertowym żywiołem („Alchemia”). Jeśli miałbym jednym słowem podsumować, jak wypadli na nowym albumie, powiedziałbym, że brzmią jeszcze śmielej.
Zespół Pink Freud – tym razem pracujący w studiu jako seks....... więcej