Powiedzenie „narodziny gwiazdy” jest już tak ograne, że aż wstyd go używać. Są jednak wyjątkowe sytuacje, a do takich należy debiut 21-letniej wokalistki Roxanne Tataei (skromnie: Rox). Nowa Amy Winehouse, i bez problemów?
Zdaniem krytyków, Rox będzie sensacją 2010 roku na miarę Amy Winehouse. Ta młodziutka brytyjska wokalistka, na pół Jamajka, na pół Iranka, już od 2007 r. - od kiedy rozpoczęła samodzielną karierę z własnym akustycznym zespołem jazzowym - stała się obiektem pożądania łowców talentów z różnych wytwórni płytowych. Ślad tych fascynacji akustycznym brzmieniem znać utworach „Forever Always Wishing” czy „Hard Rain Dry”. Ostatecznie, Rox zdecydowała się na Rough Trade i mocniejsze brzmienie, zahaczające o epikę (prawie 9-minutowy „Sad Eyes”). Nakładem Rough Trade ukazuje się pierwszy album Rox: zbiór bardzo osobistych piosenek o miłości, o rozstaniach i ukrytych tęsknotach. Nagrany w USA materiał przeszedł ostateczną obróbkę w Londynie, którą firmował obiecujący młody producent Al. Shux, odpowiedzialny m.in. za słynną odę Jaya-Z do Nowego Jorku - „Empire State Of Mind".
Jest jednak coś więcej, co predestynuje Rox do roli gwiazdy. To jest jej miodowy głos, który przywołuje wspomnienia największej jazzowej wokalistki – Billie Holiday. I to porównanie lepsze jest od każdej innej recenzji