'...„Nowi Go-Betweens są innego rodzaju zespołem niż my w latach osiemdziesiątych. Tutaj sekcja rytmiczna ma pozostawać w tle i nie wchodzić w paradę wokaliście”. Tak wypowiedział się kilka miesięcy ex-basista australijskiego zespołu, Robert Vickers, potwierdzając obiegową opinię o zreformowanych TGB, jakoby mieli być duetem gwiazd z muzykami akompaniującymi. Tymczasem dzięki trzeciemu z post-reaktywacyjnych krążków zespół uwalnia się od tej przypinanej mu, nieco lekceważącej etykietki...Brzmienie nowego albumu to wyraźny krok do przodu i jego atut numer jeden. Połyskujące, krystaliczne niczym woda źródlana akustyki i perfekcyjna słyszalność partii wszystkich instrumentów wynoszą kilka, wydawałoby się, zwyczajnych kompozycji ponad przeciętność. Naprawdę, The Go-Betweens wydali płytę, która pod względem produkcji jest w stanie konkurować z tegoroczną czołówką. Jednocześnie swój najlepszy post-reaktywacyjny album. Cieszę się.' [Kuba Ambrożewski]