Bartek Chaciński: 8/10 (polifonia.blog.polityka.pl)
"(...) Wychodzi na to, że Low ze swoją bardzo podstawowym pomysłem na muzykę, ciągle – mimo nieco większego rozbudowania aranżacji na „C’mon” – dość oszczędnym, jest jakimś najmniejszym (chciałoby się powiedzieć: najniższym) wspólnym mianownikiem wszystkiego, co dziś wyrafinowane, ciekawe, a wychodzące jeszcze od piosenki.
(...) Jak już wspomniałem, spora część płyty „C’mon” to w warunkach Low wręcz superprodukcja. Dotyczy to całej pierwszej połowy (smyczki w „You See Everything”, banjo w „Especially Me”) oraz fragmentów z końcówki płyty. Wśród kilkorga gości zaproszonych do nagrań znalazł się mój ulubieniec Nels Cline, którego gitara napędza najbardziej rozbudowany fragment całego wydawnictwa
(...)
Trzy następujące po sobie utwory to esencja stylu zespołu opartego na ascezie i kapitalnym brzmieniu. Kilka prostych akordów granych piekielnie wolno, duet wokalny Sparhawka i Mimi Parker śpiewających w uniesieniu i unisono. Chciałoby się powiedzieć, że to prawdziwe oblicze uduchowionej muzyki mormońskiego małżeństwa z Minnesoty. Transcendencja, której można nie znosić, ale której analiza nie ma nawet odrobiny sensu – albo czujecie, że Low są w tym wiarygodni, albo nie. Lecz w całości „C’mon” to różnorodny, bogaty w nastroje album (...)"