Info dystrybutora:
Piąty album grupy Spoon, „Gimme Fiction”, był chyba najtrudniejszy w całej jej mocno powikłanej karierze. Wprawdzie od początku zespół rodem z Austin w stanie Texas uważany był za jeden z filarów amerykańskiej sceny niezależnej – co uwiarygodniały trasy koncertowe z wykonawcami tej miary, co Pavement i Guided By Voices – filar ten był mocno chybotliwy. I niemal rozsypał się, gdy Spoon podpisał kontrakt z wytwórnią Elektra i nagrał dla niej swą drugą płytę, „A Series Of Snakes”, po czym... znalazł się na bruku. Zniechęcony wokalista Britt Daniel z kolegami skwitował ten epizod jadowitą płytką z dedykowanymi jednemu z szefów wytwórni utworami „The Agony Of Lafitte/Lafitte Don’t Fail Me”. Po tym rozrachunku z kapryśnymi możnymi fonograficzno-korporacyjnego świata wróciła chęć do pracy i w efekcie powstał najlepszy – jak dotąd – album Spoon, „Girls Can Tell’ (2001), wydany nakładem małej firmy Merge. To już jest klasyczna pozycja w amerykańskim indie-rocku, definiująca nową tożsamość zespołu „po przejściach”. Zwarte kompozycje, czerpiące tak z rockowego minimalizmu, jak i dyskretne soul-popowe akcenty, sugerować mogły wpływ tak Johna Lennona z czasów pobeatlesowskich i Elvisa Costello, jak i znajomość katalogu wytwórni Motown. Całość brzmiała tak świeżo, że „Girls Can Tell” znalazł się na wysokich pozycjach we wszystkich liczących się podsumowaniach roku. Niestety, kolejny album „Kill The Moonlight” (2002) sprawił zawód. I to nie dlatego, że był nieudany, ale zwyczajnie nie zaspokoił mocno rozbudzonego apetytu fanów na coś jeszcze lepszego. Spoon więc postanowił zrobić dłuższą przerwę, by starannie przygotować nowy materiał, co zajęło prawie trzy lata. Ale – jak dowodzi „Gimme Fiction” – czekać było warto. Najnowszy album ma mocniejsze, bardziej rozbudowane (wzbogacone klawiszami i tu i ówdzie sekcją....... więcej