Czwarty album ekscentrycznej grupy z Filadelfii, którą zamiłowanie do niezwykłych instrumentacji oraz makabry i czarnego humoru w tekstach łączy co nieco zTomem Waitsem, Tiger Lillies i Gogol Bordello.
„Life Fantastic” jest udaną kontynuacją zaskakującego swą oryginalnością albumu „Rabbit Habits” z 2008 roku, z tym że raczej w zakresie dążenia do większej komunikatywności muzycznej, bo generalnie jest to album bardziej mroczny i przytłaczający obrazami wyzierającej z codzienności makabry i groteski, co zapewne jest efektem wypadku, jakiemu uległ wokalista i główny autor Man Man – Honus Honus. Zatrudnienie nadwornego producenta grupy Saddle Creek, Mike’a Mogisa zrobiło swoje.
Po pierwotnym chaosie z czasów dwóch pierwszych albumów „The Man In A Blue Turban” (2004) i „Six Demon Bag” (2006) nie ma już śladu. Za to wyraźniej zaznaczają się w utworach zawsze obecne w twórczości zespołu inspiracje muzyką popularną z lat 50. („Spooky Jookie”), wczesnym rock’n’rollem („Piranhas Club”), kiczowatym wodewilem („Knuckle Down”, „Oh, La Brea”) czy kabaretem spod znaku Bertolda Brechta i Kurta Weila („Bangkok Knuckle”). Wiele jest zresztą tutaj z kabaretu i teatru, co pośrednio potwierdza opinie fanów i krytyków, że Man Man – jakkolwiek nagrywają płyty wielce błyskotliwe i wciągające słuchacza w swój straszny i śmieszny świat – błyszczą pełnym blaskiem w bezpośredniej konfrontacji z publicznością. Podobno na scenie Honus Honus (śpiew, syntezatory), Tiberius Lyn (perkusja) i Steven Dufala (gitara, trąbka) oraz zapraszani przez nich zaprzyjaźnieni muzycy, grający na rozmaitych dziwnych instrumentach – nie mają sobie równych w całym amerykańskim clublandzie.