Od czasu pojawienia się formacji Martin Medeski & Wood żadna grupa w szeroko rozumianej "groove music" nie zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia. Duńskie trio IBRAHIM ELECTRIC w składzie organy Hammonda, gitara elektryczna i perkusja w sposób niezwykle energetyczny łączy hip-hopowe rytmy z free-jazzową ekspresją wzbogaconą tu o gościnne brzmienie puzonu Ray'a Andersona, jednego z gigantów tego instrumentu. W wywiadach członkowie IBRAHIM ELECTRIC powołują się na muzyków takich jak Nat Adderly, Eddie Harris, Fela Kuti, Ali Farka Toure, Jimi Hendrix, Tony Williams czy Jimmy McGriff. Te inspiracje wyraźnie pokazują na nie tylko jazzowy rodowód tej grupy. Pod względem muzycznym "groove" wiąże się przede wszystkim z brzmieniem organów Hammonda, świadomie przywołującym aurę dźwiękową soul jazzu z lat 50., to właśnie za sprawą Johna Medeskiego przestano traktować organy Hammonda jako instrument nieco archaiczny, teraz byc może Jeppe Tuxen sprawi, że instrument ten w jeszcze większym stopniu wrośnie we współczesną muzykę.