Choć większość fanów nowej elektroniki sądzi, że pod szyldem Gescom ukrywają się Sean Booth i Rob Brown, czyli duet Autechre, prawda jest bardziej złożona. Na każdej płycie firmowanej tym szyldem prezentuje się inny skład muzyków - w sumie ponad dwadzieścia osób. W 1998 r. Gescom opublikował swój materiał w niezwykłej formie minidysku. Odpowiadały zań trzy osoby: wspomniani Booth i Brown oraz Russell Haswell. W osiem lat po tym ekscentrycznym wydawnictwie, wytwórnia OR wznowiła materiał z minidysku - tym razem na tradycyjnej płycie CD.
Krążek zawiera 45 utworów rozmieszczonych pod 88 indeksami. Są to ekstremalnie eksperymentalne brzmienia. Album zaczyna się od radykalnych dekonstrukcji cyfrowych hałasów. Gescom odwołuje się tu przede wszystkim do twórczości artystów związanych z Mego. Mamy zatem na płycie wibrujące trzaski, szumy i zgrzyty, poszatkowane na drobne sample i posklejane w świdrujące bity i loopy ("Cut Begin", "Helix Shatterproof", "A Newer Beginning"). Potem pojawiają się wariacje na temat laptopowego IDM - niczym u Kida 606 - gdzie komputerowe hałasy osadzają się na zdeformowanych rytmach o hiphopowej proweniencji ("Is We", "Dan Dan Dan", "Le Shark"). Nie brak tu również bardziej industrialnych brzmień. Tworzą je mechaniczne loopy - zapętlone do roli rytmu stukoty i uderzenia o metalicznej barwie ("Shoegazer", "mcdcc", "Alfspray"). Kontrapunktem dla tych hałaśliwych nagrań są eksperymenty z laboratoryjnie minimalistycznymi dźwiękami w stylu Sakho - to lodowato zimne kompozycje w rodzaju "Cranusberg" czy "Raindance". Bezpośrednich odnośników do twórczości Autechre z tamtego okresu raczej tutaj niewiele - sporadycznie trafiamy na płycie na przestrzenne smugi onirycznego dźwięku wpisane w ambientową formułę ("Helix Shatterproof", "Polarized Beam Splitter", "Of Our Time").
Słuchanie "Minidiscu" to prawdziwe wyzwanie dla słuchacza - co chwila dzieje się na krążku coś nowego, n....... więcej