Poznajcie Państwo nowy, ekscytujący duet - The Mastersons - oraz jego debiutancką płytę! On gra na gitarze i śpiewa, a w głosie ma coś z młodego Boba Dylana. Ona gra na gitarze, skrzypcach, mandolinie i śpiewa trochę jak skrzyżowanie nastoletnich wersji Dolly Parton i Emmylou Harris. Grają odkąd pamiętają. W ich rodzinach są silne tradycje muzyczne. Są małżeństwem, które z południa USA zawędrowało i osiadło najpierw w Massachusetts, a potem na Brooklynie. On to Chris Masterson, ona - Eleanor Whitmore, córka śpiewaczki operowej i piosenkarza folkowego, który na życie zarabiał jako pilot samolotów. Występują i koncertują od dawna (oboje mają na koncie wydawnictwa solowe, a także współpracę z różnymi znanymi artystami, m.in. Reginą Spektor), ale dopiero kilkanaście miesięcy temu zdecydowali się popracować nad wspólną płytą. Efekt jest zachwycający. Przede wszystkim zwraca uwagę naturalne brzmienie, osiągnięte przy wykorzystaniu starego analogowego sprzętu i nagrywaniu głównie "na setkę". No i piosenki, pełne cudownych melodii, wspaniałych harmonii, utrzymane w podnoszącym na duchu klimacie najlepszych kompozycji z terytorium country. Choć oczywiście nie brakuje romantycznego liryzmu, jak choćby w kompozycji tytułowej, a nawet odrobiny niepokojącego mroku. Połączenie wokali Eleanor i Chrisa daje niesamowity efekt. "Ona śpiewa znacznie lepiej niż ja, lecz kiedy robimy to wspólnie, staje się coś naprawdę wyjątkowego" - mówi Chris. I trzeba przyznać mu rację. W tej muzyce jest dusza, klimat i trochę pazura - pisali amerykańscy recenzenci. Dusza i klimat biorą się z wpływów folkowo-country'owych, zaś nutka drapieżności z fragmentów nieco mocniejszych, bardziej rockowych. Nie ma tu jednak prostych równań. The Mastersons w 11 piosenkach z debiutu zaskakują nas niemal co chwilę. Piosenki zarejestrowano w rodzinnym dla Chrisa i Eleanor Teksasie. W studiu towarzyszyli im przyjaciele - nagrodzony Grammy inżynier dźwięku i producent Steve Christensen, basista George Reiff oraz per....... więcej