Debiutancki album jednego z najciekawszych artystów współczesnego bluesa, Seasick Steve'a (jego historia poniżej), nagrana wraz z jego szwedzko-norweskim zespołem The Level Devils. Oprócz utworów na płycie znajdują się także dwie historie z okresu kiedy był... włóczęgą.
Seasick Steve: historia pewnego artysty
Jedna z konserwatywnych teorii muzycznych mówi, że bluesa mogą grać tylko starsi i doświadczeni przez życie muzycy. W tę zasadę doskonale wpisuje się niejaki Steven Gene Wold, znany dzisiaj jako Seasick Steve, który swą pierwszą płytę wydał w wieku 63 lat.
Późny debiut Steve’a nie oznacza jednak, że wcześniej nie był on związany z muzyką. Kiedy miał pięć lat próbował nauczyć się gry na pianinie. Dopiero trzy lata później okazało się, że jego powołaniem jest gitara. Pierwszym nauczycielem gry na tym sześciostrunowym instrumencie był nie byle kto, bo sam K. C. Douglas – twórca legendarnego utworu „Mercury Blues”, który wtedy pracował w warsztacie samochodowym dziadka Steve’a. Umiejętność gry na gitarze była jedyną rzeczą, jaką wyniósł z domu trzynastoletni Steve. Powodem przedwczesnego usamodzielnienia się artysty była kłótnia z ojczymem. Młody chłopak po ucieczce z domu zaczął prowadzić życie włóczęgi i jest temu wierny do dzisiaj.
Niespokojna dusza włóczykija sprawiła, że poznał wielu ciekawych ludzi. Był muzykiem sesyjnym Janis Joplin i Joni Mitchell. Legenda głosi, że na swojej życiowej drodze Steve spotkał Kurta Cobaina, z którym się zaprzyjaźnił. Nieobca była mu praca robotnika sezonowego na południu Stanów Zjednoczonych, producenta muzycznego czy też grajka w paryskim metrze. Nigdy jednak nie czuł potrzeby wydawania swoich utworów. Pewnie nie uległoby to zmianie, gdyby nie rozległy zawał serca, którego doznał po przeprowadzce do Norwegii. Wtedy żona postawiła mu ultimatum - jeżeli Steve nie zacznie nagrywać, czeka go rozwód. W ten wymuszony nieco sposób w 2004....... więcej