Gdy kilka lat temu młody duński pianista Rasmus Ehlers zaprosił George'a Garzone na Copenhagen Jazz Festival, nikt nie przypuszczał, że będzie to początkiem dłuższej współpracy. Sam koncert okazał się wydarzeniem tej edycji festiwalu, od wielu już lat największego jazzowego festiwalu w Europie (co roku ponad 1 tyś. koncertów w ciągu 10 dni). Skłąd kwartetu uzupełniali Jonas Westergaard na kontrabasie i Jakob Hoyer za perkusją.
Ten urodzony w muzykującej rodzinie włoskich emigrantów chłopak od najmłodszych lat żył z muzyką wykonywaną na co dzień za pan brat. Sam wspomina ten melodyjny, romantyczny styl wykonawczy, kultywowany w rodzinie Garzone. George w ocenie wielu jazzowych gigantów to "mistrz saksofonu", tak o nim mówił np. Michael Brecker. Z jednej strony świetny muzyk (Kenny Barron, Harvie Swartz, Dan Gottlieb, John Pattitucci, Bill Stewart, Jamaaladeen Tacuma, Tom Harrell, Don Alias, Danilo Perez, Lenny White, Joe Lovano, Marvin "Smitty" Smith, Gary Peacock, Dennis Chambers, Cecil McBee, Dave Holland, Bob Moses, Dave Liebman), z drugiej ceniony nauczyciel, wykładowca wielu prestiżowych uczelni muzycznych Berklee College of Music, New England Conservatory, Longy School of Music, New York University, The New School for Jazz and Contemporary Music. Pod jego czujnym okiem nabierali jazzowej ogłady tacy muzucy jak Joshua Redman, Branford Marsalis, Mindi Abair, Teadross Avery, Luciana Souza, Mark Turner, Donny McCaslin, Doug Yates czy Danilo Pérez.
Dziennikarz Jazz Forum w pięciogwiazdkowej recenzji jego płyty "Filing The Profile" tak pisał o saksofoniście (...) Jeśli Garzone nie jest dziś tak uznanym saksofonistą jak choćby Joe Lovano czy Branford Marsalis, to tylko dlatego, że większość czasu poświęca na edukację. Pracuje na kilku renomowanych uczelniach i tylko w wolnych chwilach udziela się jako czynny muzyk. Kiedy jednak to robi – nie ma wątpliwości, że to absolutna światowa czołówka. Ma wspaniały ton, idealne panowanie nad instrumen....... więcej |