Chociaż Palma Violets powstało zaledwie dwa lata temu, w 2011 roku, to już zdążyli gościć na okładce NME, magazynu który uznał ich za największą brytyjską nadzieję tego roku, wybierając przy tym ich Best Of Friends najlepszym utworem 2012 roku.
Do niedawna, w Internecie prawie w ogóle nie było widać tego londyńskiego czteroosobowego zespołu. Wynikało to z założenia muzyków, którzy postanowili postępować wbrew panującym tendencjom promocyjnym przy pomocy wszechobecnej sieci. Nie chcieliśmy pojawiać się na Facebooku, ani Youtubie czy w ogóle w Internecie, bo nie mieliśmy nagranej żadnej piosenki - tłumaczy wokalista i gitarzysta Sam Fryers. Robiliśmy ten hałas w pokoju dla własnej przyjemności i to było coś, czego trzeba było doświadczyć. Z kolei basista Chilli Jesson mówi: Najlepszym sposobem by zobaczyć zespół rock'n'rollowy, jest pójść i zobaczyć jak grają na żywo. To chcieliśmy ofiarować ludziom. I dodaje żartując: A poza tym nienawidzimy bycia w studiu nagraniowym. Dlatego woleli prezentować swoją twórczość na żywo, w mieszczącym się przy Lambeth Road studio 180. Ten stary brytyjski budynek kolejowy pełnił zarówno rolę pracowni artystycznej, jak i squatu. Informacje o występach roznosiły się pocztą pantoflową. Po dotarciu na miejsce, za drzwiami czaiła się odrobina chaosu. Piwo było sprzedawane z kosza na śmieci w prowizorycznej kuchni, na ścianach uwagę przykuwały eksperymentalne grafiki... Przyjaźnie wyglądające dzieciaki krzątały się, czekając na moment, aż zespół będzie gotowy by zacząć występ. Zazwyczaj następowało to około 11 wieczorem, jednak czasami także dużo później. Duszna piwnica mogła pomieścić najwyżej pięćdziesiąt osób. Gdy w końcu zaczynali grać, ich muzyka brzmiała prymitywnie, dziko rock'n'rollowo, rozbrzmiewała echem garażowych lat sześćdziesiątych, jednak o bardzo brytyjskim rodowodzie. Zespół atakował z niesamowitą energią, wynikającą z interakcji pomiędzy Jessonem i Fryerem, ale także napędzaną przez partie perkusji Willa Doyl....... więcej